Mój przyjaciel ból

Drętwienie rąk i stóp, stłuczenia, skurcze, zakwasy, nadwyrężone plecy i kolana – zna to każdy kolarz-amator. Kontuzje pojawiają się niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie, najczęściej wtedy, kiedy czujesz, że stać Cię na więcej i dajesz z siebie wszystko. Bo walka z samym sobą nie obędzie się bez bólu: fizycznego i mentalnego.

Moje ciało to wrak!

Tak mówi o sobie nasza najbardziej utytułowana Polska zawodniczka Justyna Kowalczyk. W felietonie, który niedawno ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej”, Kowalczyk opowiada o tym, że to właśnie ból, a nie konkurenci, jest największą zmorą profesjonalnych sportowców:

Ból i sport wyczynowy zawsze idą w parze. Choć każdy z nas ma inny próg bólu, to – w większości dyscyplin – sportowiec, który potrafi znieść więcej, wygrywa. Od początku bólu bałam się najbardziej. Na starcie rzadko myślałam o rywalkach. Najczęściej zastanawiałam się, jak kolejny raz przecierpieć bieg.

Pamiętacie złoty medal Justyny Kowalczyk na 10 km klasykiem z połamaną stopą na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi?

Słyszałam oburzone głosy, że tak nie można, że popsuję jeszcze bardziej. No i co z tego, że popsułam? Stopa boli na zmianę pogody, a złoty medal olimpijski leży w szafce.

Ja pamiętam jak Justyna Kowalczyk popłakała się zaraz po przekroczeniu linii mety i już sama nie wiem czy z bólu, czy z tego, że była tak dzielna i silna, że stanęła na starcie, pobiegła i wygrała.

Gdy walczyłam na 100% moje mięśnie gdzieś już po kilometrze wysiłku stopniowo zaczynały się bronić. Efektem ubocznym maksymalnego wysiłku jest powstający w komórkach mięśniowych kwas mlekowy. Zakwaszony mięsień boli okrutnie. Cierpnie, staje się bezwładny. Tak się działo z całym ciałem. Trener Aleksander Wierietielny zawsze mi powtarzał, żebym pamiętała, że jak mnie paraliżuje i boli, to moje rywalki również. Są przecież zbudowane z podobnych mięśni. I tylko od mojej głowy zależy czy będę szybsza czy zwolnię. Nie każdą wojnę z bólem udało mi się wygrać na trasie. To niemożliwe.

Frustrujące kontuzje

Kontuzje i przeciążenia są nieodłącznym elementem sportu, bez względu na to, w jakim stopniu go uprawiamy. Moja kontuzja pleców dopadła mnie po przyjeździe z gór i jak się okazało, nie wynikała wcale z obciążenia jazdą, a … przewiania. Mocne podjazdy i zgrzane ciało, a potem szybkie zjazdy przez zacienione szosy, z wiatrem, przyniosły rezultat w postaci zapalenia mięśnia, zastrzyków i tabletek przeciwzapalnych. Na kilka dni trzeba było wyłączyć się z funkcjonowania. Ale co tam moja kontuzja. Justyna Kowalczyk:

Gdy myślę o sportowej walce z bólem od razu przypomina mi się Rafał Majka. Ileż razy pozdzierany i obity jak kwaśne jabłko dojeżdżał do mety? On sam chyba nie jest wstanie policzyć.

Kolarskie kontuzje są na porządku dziennym. I nie mówię tu o kraksach i poważnych wypadkach, a o bólu, który permanentnie towarzyszy zawodnikom. Ale zawodowcy przywykli z tym żyć, bo dla nich liczą się medale, sukcesy, pieniądze i sława. No i presja sponsorów.

Nie daj się bólowi!

Na kontuzje narażeni są zarówno początkujący, jak i zaawansowani rowerzyści. Bolą plecy, ręce, a najczęściej kolana, co ma związek z przeciążeniem przyczepów mięśni czy przejść mięśniowo – ścięgnistych. Jakie są proste metody, aby zapobiegać kontuzjom i pokonać ból?

  • pamiętaj o rozgrzewce! 5-10 minut lekkich ćwiczeń
  • jeśli pojawiają się pierwsze symptomy bólu – nie przeciążaj się
  • pamiętaj o regeneracji – codzienny trening nie jest wskazany
  • stopniowo zwiększaj intensywność treningu
  • ważny jest stretching po treningu
  • zadbaj o odpowiednią ilość snu!
  • zdrowo się odżywiaj (pamiętaj szczególnie o magnezie i potasie)
  • pij duuuuużo wody!
  • korzystaj z usług fizjoterapeuty
  • dobrze dobierz rower – może bike fitting?
  • wzmacniaj mięśnie na treningu siłowym
  • wyhamuj swoje ambicje
  • myśl pozytywnie.

Ale boli również porażka. Szczególnie, gdy pracujesz ciężko na wyniki, a sukces nie przychodzi. I nie dotyczy to tylko sportu, kolarstwa czy biegania, ale naszej pracy zawodowej, spraw rodzinnych czy życiowych planów.

Ból dla sportowca, zwłaszcza wytrzymałościowca, powinien stać się przyjacielem. To on napędza do mocniejszych treningów. To on sprawia, że przekraczając własne granice, czujemy szczególną satysfakcję.

I tu warto wspomnieć o tegorocznej mistrzyni Europy w maratonie – Białorusińce Volhy Mazuronak. Kto nie widział, ten może nie uwierzyć, że przez pół maratonu biegła z krwotokiem z nosa, cała zakrwawiona i … wygrała.

Ból uszlachetnia, bo pozwala zatrzymać się na chwilę i zweryfikować własne możliwości, plany i przewartościować życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *