Stroje kolarskie z Chin – hit czy kit?

Każdy chciałby mieć stroje Castelli, POC, Raphy czy Mavica, albo jeździć w oryginalnych kompletach Sky czy Bora. Ale co jeśli nie stać nas na wydanie 700 zł za zestaw? Pozostają zakupy u Chińczyka za kilkanaście dolarów i odzież typu „high copy”. Czy warto zamawiać stroje kolarskie z Chin?

Kupowanie kota w worku

Każdy kolarz amator dobrze zna nazwy chińskich sklepów oferujących kopie strojów rowerowych za kilka czy kilkanaście dolarów za sztukę. Możemy w nich kupić nie tylko dżerseje i bib szorty, ale też czapeczki, buty, bluzy, kaski, części i akcesoria rowerowe, a nawet same rowery.

Surfując po takim sklepie znajdziemy stroje rowerowe lepszej i gorszej jakości, tańsze i droższe, znanych marek i we wzorach wymyślonych przez Chińczyków. I wcale nie trudno je znaleźć. Wystarczy wpisać nazwę interesującego nas teamu kolarskiego czy światowego producenta odzieży dla kolarzy, a wyświetli się nam długa lista towarów opatrzonych zdjęciami i dokładnym opisem.

Sama też skusiłam się na „małe co nieco” z AliExpress. Głównie dlatego, żeby przekonać się czy forumowicze i znajomi kolarze mają rację co do jakości produktów, ich przeznaczenia, aż w końcu ceny. Nie mam zamiaru Was zniechęcać, ani też zachęcać do zakupów na chińskim Allegro. Osobiście mam mieszane uczucia, bo taka transakcja to zawsze kupowanie kota w worku.

Cena czyni cuda

Gdy weźmiemy pod uwagę tylko i wyłącznie aspekt ekonomiczny, to zdecydowanie warto kupować w chińskich sklepach internetowych. Bo realnie nie ma szans na to, aby za 20 dolarów dostać firmowy damski komplet rowerowy LIV czy koszulkę Morvelo. A to właśnie cena jest często czynnikiem decydującym o naszym wyborze. Bo wolimy mieć w sezonie trzy komplety wiernej kopii stroju światowego producenta, niż jeden oryginalny za 120 funtów, na który musimy odkładać pół roku i na niego chuchać i dmuchać.

Jakość a cena

Niestety, ta bardzo atrakcyjna cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Zasada wydaje się prosta – im droższy produkt, tym lepsza jakość. Musimy więc liczyć się z tym, że większość taniej odzieży kolarskiej jest wykonana ze słabej jakości materiałów, daleko odbiegając o tych zrobionych przez najbardziej profesjonalne marki.

Zdarza się na przykład, że nogawki krótkich spodenek są inaczej wykończone niż na poglądowym zdjęciu. Zamiast szerokiej taśmy podklejonej silikonowym paskiem zapobiegającym przesuwaniu się nogawki, wykończone są masywnym, uciskającym przeszyciem. Albo koszulka. Zamiast wygodnych, przylegających rękawków, mamy do czynienia z szerokimi rękawami jak w popularnych t-shirtach.

Czasami zdarza się, że spodenki, które widzimy na zdjęciu czyli wykonane z jednolitego, czarnego materiału, znacznie odbiegają od wersji, która ostatecznie do nas trafia. I w paczce dostajemy bib szorty zrobione z dwóch typów czarnej lajkry, w tym z jednej prześwitującej na tyłku… Zdarzają się również wpadki z odcieniem koloru koszulki, który różni się od tego na ekranie, czy z zepsutymi suwakami. To definitywnie nie jest produkt odpowiadający opisowi.

Ale zdarzają się też produkty bardzo dobrej jakości. W dużej części są to marki własne chińskich producentów (jak np. Spexcel, Racmmer), ale też inne sklepy oferujące przyzwoitą kopię odzieży znanych marek kolarskich, jak np. Void, Morvelo lub Black Sheep Cycling. Trzeba jednak wiedzieć, które sklepy wybrać i zapłacić więcej.

Rozmiarówka

To kolejna loteria. Chińczycy często podają rozmiary azjatyckie czyli mniejsze niż nasze europejskie. Dlatego sugerują w opisie, abyśmy wybierali o rozmiar większy niż to wynika z załączonych tabel. Coraz częściej chińska odzież jest szyta zgodnie z europejską rozmiarówką, ale mimo tego wybór odpowiedniego rozmiaru to wciąż jedna, wielka niewiadoma. Jeśli zatem nie jesteśmy pewni jaki rozmiar mamy zamówić, możemy wysłać do sprzedawcy maila i czekać na odpowiedź. Ponieważ Chińczykowi zależy na tym, aby na nas zarobić, odpisze bardzo szybko. Gorzej jest ze zwrotem czy reklamacją.

Zwroty i reklamacje

Nikt o zdrowych zmysłach nie odeśle do reklamacji towaru za kilkadziesiąt dolarów gdzieś na koniec świata! Po pierwsze dlatego, że przesyłka kosztowałaby nas więcej niż zakupiony towar (chyba, że odeślemy go na koszt sprzedawcy), a po drugie – wymiana towaru zajęłaby nam kolejny miesiąc czy dwa. Zapomnijmy więc o jakiejkolwiek gwarancji czy możliwości zwrotu. Po prostu szkoda czasu i pieniędzy.

Dodatkowo Chińczyk będzie ociągać się w odpisywaniu na maile, aż w końcu zacznie nas przekonywać łamaną angielszczyzną, że towar jest zgodny z opisem. Bo to nasza wina, że nie doczytaliśmy tego, co było napisane w akapicie z gwiazdką i że tak naprawdę on na naszej transakcji nic nie zarabia. W końcu odpuścimy.

Na co zwrócić uwagę?

Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na zakupy w chińskich sklepach internetowych, zacznij od przeglądania feedbacków. To właśnie nimi należy kierować się najbardziej. W komentarzach przeczytasz opinię innych kupujących na temat danego produktu, zobaczymy ile gwiazdek przyznano sprzedawcy za transakcję, czy jest on polecany czy nie. Często ludzie umieszczają też realne zdjęcia zakupionych produktów i podpowiadają jaki rozmiar odzieży dobrać na konkretny wzrost i wagę.

Po drugie, zwróć uwagę na ilość kupujących. Jeśli kilkadziesiąt czy kilkaset osób kupiło interesujący Cię towar to znaczy, że był rekomendowany i warto zaryzykować. Uważałabym na te produkty, które są nowe na stronie, sprzedawane przez sklepy bez konkretnej nazwy, a tylko oznaczone numerami i nie mają jeszcze odnotowanych zamówień. Często są to sklepy okazjonalne, pojawiające się w sieci tylko na chwilę. Szybko znikają ze strony i kontakt ze sprzedawcą jest już wtedy niemożliwy.

Ważną rzeczą jest przeznaczenie kupowanego towaru. Jeśli zostanie potraktowany jako gift do własnego użytku (o wartości do 40$) nie musimy obawiać się opłat celno-skarbowych. Jeśli kupimy coś w celu odsprzedaży i wartość towaru przekroczy 150$, może zostać nam naliczone kilkunastoprocentowe cło i 23-procentowany podatek VAT. Bez względu na to, zawsze trzeba liczyć się z kontrolą służby celnej. Prowadzone one są wyrywkowo.

Uwaga na polskie sklepy!

Czyli te, które odsprzedają kopię kolarskiej odzieży z Chin na naszym Allegro z kilkukrotną przebitką. O ile nie jest zabronione kupowanie takiego towaru na własny użytek, a także nie jest karane jego posiadanie, to wyraźnie zakazane jest wprowadzanie takiego towaru do obrotu i dalsza jego sprzedaż np. na Allegro czy w mediach społecznościowych. Nie dajcie się zatem nabrać na „super okazje” i nie kupujcie kompletów SKY czy LIV za 199 zł.

Kupować czy nie?

Jeśli myślicie, że coś Wam doradzę, to tym razem się mylicie. Bo nie udzielę Wam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

Z ekonomicznego punktu widzenia – warto, bo za 120 zł możemy mieć naprawdę fajny wizualnie i jakościowo komplet kolarski. Trzeba tylko kupować w sprawdzonych, rekomendowanych sklepach, gdzie za nieco wyższą cenę otrzymamy o wiele lepszą jakość odzieży. Jeśli nie przeszkadza Wam czekanie na przesyłkę miesiąc czy dwa, to też warto. Również wtedy, gdy lubicie ryzyko związane z wyborem rozmiarówki.

Jednak musi Wam się zapalić czerwona lampka, gdy tylko pomyślicie o legalności sprzedaży podrobionych produktów, szczególnie popularnych strojów teamowych. Azjaci po prostu skopiowali ciekawe, oryginalne pomysły, nad którymi pracowali słono opłacani przez firmy specjaliści. I jakoś nie mają z tego powodu moralnego kaca. A Ty?

Może zamiast kolejnego trykotu Bora, Sky czy Liv warto kupić koszulkę w kotki, myszki, kwiatki i stworki? Wtedy mamy pewność, że to typowo chińskie projekty, które nie naruszają niczyich praw.

 

 

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Maciek napisał(a):

    „Każdy chciałby mieć stroje Castelli, POC, Raphy czy Mavica, albo jeździć w oryginalnych kompletach Sky czy Bora.”
    Proszę mówić w swoim imieniu – nie każdy, bo np. ja nie. I znam wiele osób, które nie mają zamiaru robienia z siebie papugi lub słupa reklamowego czy ‚sandwich mana’. Najbardziej pstrokaty i z bajerami strój niczego nie gwarantuje. Jaka w tym logika i interes, by płacić za reklamowanie firm czy koncernów? Za taką reklamę, to chyba powinni płacić zainteresowani?
    Cytowane stwierdzeni jest sprzeczne z prawami logiki, jest nadużywaniem kwantyfikatora ogólnego (‚każdy/dla każdego’) i stawianie go w miejsce kwantyfikatora szczegółowego (‚istnieje/istnieją’). Czyli cytowana kwestia , prawidłowo, powinna brzmieć: „Są tacy, którzy chcieliby mieć stroje…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *