Rowerem po górach – poradnik

Yolobike On Tour znowu w akcji! Tym razem nasz kierunek to Świeradów-Zdrój. Miłośnicy MTB będą mogli potrenować na single trackach z ekipą Yolobike Sypniewski MTB, a pozostali mogą przyłączyć się do szosowego Yoloride. Nawet jednodniowy wyjazd w góry wymaga przygotowań. Jakich?


Yolobike w górach

Napędzani ostatnim wyjazdem do Szklarskiej Poręby oraz perspektywą długich i letnich dni znów wybieramy się w góry. Tym razem integrujemy dwa typy kolarzy: MTB i szosowych. Wspólnie jedziemy do Świeradowa Zdroju, gdzie jedna część ekipy spędzi dzień z drużyną Yolobike Sypniewski MTB na single trackach, a druga pojedzie szosowy Yoloride.

Wspólny wyjazd zaplanowany został na 20 czerwca br. (tj. czwartek, Święto Bożego Ciała). To dla większości dzień wolny od pracy i początek długiego weekendu, który w całości można spędzić w górach.

Wyjazd z Zielonej Góry przewidziano o godz. 7.00, z parkingu przy sklepie Auchan. Spotykamy się w Świeradowie Zdroju na parkingu przy kolejce gondolowej (ok. 1 km od centrum miasta), skąd ok. godz. 11.00 wyruszymy w trasę.

Nie byłoby Yolo bez wspólnego zdjęcia, a więc tym akcentem rozpoczniemy nasz tour. Po trasie MTB będą prowadzić zawodnicy drużyny Yolobike Sypniewski MTB, z kolei szosowy Yoloride to ok.90 km jazdy i ok.1500 przewyższeń.

Wersja I (krótsza) https://www.strava.com/routes/19498779

Wersja II (dłuższa) https://www.strava.com/routes/19484959

Zakończenie zaplanowano ok. godz. 17.00.

Dojazd i pozostałe koszty we własnym zakresie. Oczywiście jedziemy zgodnie z REGULAMINEM Yoloride, który możecie przeczytać tutaj: http://yolobike.pl/regulamin-yoloride.

Rower

Nawet jednodniowy tour wymaga odpowiedniego przygotowania, a trzeba zacząć od sprzętu. Rower musi być przede wszystkim sprawny technicznie. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości co do działania poszczególnych elementów lub podejrzewacie, że są zużyte i wymagają wymiany, to musicie o to zadbać. Najlepiej przez wyjazdem oddać rower do serwisu na porządny przegląd.

Nie sposób przewidzieć co stanie się na trasie, dlatego warto mieć przy sobie podsiodłową saszetkę rowerową (lub kto woli plecak) z podstawowym zestawem narzędzi: dętką, skuwaczem do łańcucha, łyżką do opon, imbusem i mieć przy sobie pompkę.

Wyposażenie

Oprócz wspomnianej saszetki nie zapomnijcie o podręcznej apteczce. Warto, aby znalazły się w niej plastry opatrunkowe, mały bandaż, nożyczki, coś na odkażanie ran i tabletki przeciwbólowe. Oczywiście pomoże to przy niewielkich urazach i obtarciach, a gdy dojdzie do poważniejszej kontuzji musicie mieć przy sobie naładowany telefon z numerem alarmowym 112 lub 999.

Osobiście polecam zabrać jeszcze ze sobą opakowanie chusteczek higienicznych i pieniądze na wydatki na trasie (woda, kawa, batony, jedzenie, itp.).

Nie zapomnijmy o liczniku rowerowym. Nawet najprostszy model będzie dla nas ważnym elementem wyposażenia. Dobrze, żeby pokazywał stopień nachylenia oraz nasze tętno. Każdy podjazd pod górkę i skoki pulsu będą dla nas cenną informacją.

Ubiór

O tym, jak ubierzecie się na jazdę po górskich terenach (szosowych czy MTB) decyduje pogoda. Może być bardzo zmienna, dlatego warto zacząć od dokładnego prześledzenia prognozy. W sieci znajdziecie mnóstwo stron internetowych, które wręcz „na żywo” pokazują stan pogody w danym regionie i prognozują ją co do godziny. Z taką wiedzą możecie zaplanować co na siebie włożyć, pamiętając przy tym, że na podjazdach będzie nam bardzo gorąco, a na zjazdach zimno.

Ważne są spodenki, a dokładnie wygodna wkładka. 80 czy 90 kilometrów na szosie w górach to jak 160 kilometrów po płaskim, dlatego trzeba przygotować się na dłuższą jazdę. Nie polecam testować nowych ciuchów – to nie czas i miejsce na eksperymenty, szczególnie jeśli jedziemy na jeden dzień i nie mamy możliwości się przebrać.

Jeśli nie wiecie czy będzie wam za zimno w letnim trykocie, schowajcie do tylnej kieszonki rękawki i nogawki. W każdej chwili możecie je założyć. Przyda się również czapeczka lub chusta na głowę – będzie ją chronić nie tylko przed zimnem, ale też będzie chłonąć pot. O kasku, okularach, rękawiczkach i wysokich skarpetkach nie będę wspominać, bo to wydaje się oczywiste.

Jedzenie

Kolejny ważny element naszej jazdy w górach, o którym część z was może nie pomyśleć. Ciężkie podjazdy, strome zjazdy, intensywność jazdy i ciągła koncentracja sprawiają, że potrzebujemy dużo, dużo więcej energii. Ładowanie węglowodanami warto zacząć już kilka dni przed wyjazdem, a w dniu jazdy zjeść solidne śniadanie.

Tutaj nieważne jest czy jedziesz na jednodniowy tour czy wybierasz się na dłużej, bo odpowiedni posiłek musi każdego dnia znaleźć się w naszym jadłospisie. Doskonale sprawdzą się ciemne makarony (z lekkim sosem, delikatnym mięsem czy warzywami), banany, różnego rodzaju orzechy, chleb czy biała bułka z dżemem lub masłem czekoladowym (orzechowym).

Na dzień przed wyjazdem ogranicz spożywanie błonnika – nie jedz fasoli, pełnych ziaren, a nawet ciemnego ryżu, makaronu i razowego pieczywa. Dieta o niskiej zawartości błonnika pomoże zmniejszyć ilość treści pokarmowej w jelitach przez co będziemy czuć się lekko i unikniemy niepożądanych wizyt w toalecie.

Na trasę zabierz ze sobą żele energetyczne i izotoniki. Najlepsze będą te, które zawierają fruktozę, glukozę i maltodekstrozę. W połowie dystansu doskonale sprawdzą się żele z kofeiną lub … mocne espresso w górskiej restauracji na trasie. Warto mieć ze sobą także batony energetyczne, banany, sezamki, żelki, suszone morele czy daktyle.

Nie zapomnijcie o piciu dużej ilości płynów. Woda powinna wystarczyć na pierwszą godzinę, potem pijemy napój izotoniczny ok. 600 ml na godzinę (może być domowej roboty) i jemy przekąskę lub żel co 45 min. do 1 godz. Bezpośrednio po wysiłku lub (gdy się inaczej nie da) przed snem dobrze nam zrobi odżywka białkowa.

Trasy

Najlepszym przewodnikiem jest ktoś, kto zna trasę i przejechał ją wzdłuż i wszerz. O wiele łatwiej jest jeździć z bardziej doświadczonymi kolarzami, którzy wiedzą, które kierunki wybierać, jakie czekają nas podjazdy i zjazdy, a nawet mają sprawdzone restauracje na trasie.

Jeśli nie macie takiego szczęścia, to proponuję poszperać w sieci i przeczytać kilka kolarskich blogów (sic!) gdzie blogerzy opisują ciekawe trasy rowerowe w górach. Czasami istnieje możliwość ściągnięcia pliku gpx z mapą i wgrania go do komputerka rowerowego (np. Garmin 820) lub pobrania śladu trasy na Stravie. Podążanie za wyznaczoną i sprawdzoną trasą jest dużo łatwiejsze i poprawia komfort jazdy.

Nie polecam jechać w ciemno. Góry to nie lokalne podwórko, gdzie wszystkie ścieżki znamy na pamięć. Nie zawsze można skrócić trasę i wrócić szybko do bazy. Warto zatem przed wyjazdem zaplanować dystans, ilość wzniesień, zjazdów, a nawet postoje.

Kondycja

Nie oszukujmy się. Dwa-trzy mocne treningi z interwałami i podjazdami na chwilę przed górskim tourem nie załatwią tematu. Wiele razy już pisałam, że góry błyskawicznie zweryfikują naszą formę. Dlatego nie ma co trenować przed wyjazdem. Lepiej pojechać wypoczętym, zrelaksowanym, bez zakwaszonych mięśni i lekkim głodem jazdy.

Jeśli zaplanujecie wyjazd z dużym wyprzedzeniem, to warto wzmocnić mięśnie stosując trening siłowy. Czyli trzeba pójść na siłownię i co najmniej dwa razy w tygodniu poćwiczyć przysiady i wyciskanie nóg na maszynach.

Jak poradzić sobie z podjazdami? Osobiście słabo mi to wychodzi, ale staram się przed każdym mocniejszym i dłuższym podjazdem wziąć dwa-trzy łyki izotoniku, spróbować ustabilizować puls i zastosować metodę długiej perspektywy czyli patrzenia daleko w punkt, w którym chciałabym już siebie widzieć.

Na podjazdach z nikim nie rozmawiam, nie śmieję się, głęboko oddycham (choć jest to trudne), jadę trochę głową, a trochę siłą woli. Po podjeździe uzupełniam płyny, dalej głęboko oddycham i staram się mocno obniżyć puls.

Jedno jest pewne. Weekend, a nawet jeden dzień po górskich trasach, da wam więcej niż tydzień czy miesiąc jazdy po płaskich terenach. Nawet jeśli jest pojedziemy naszym własnym, żółwim tempem.

Towarzystwo

Nie każdy lubi jeździć w grupie. Są rowerzyści, którzy wolą samotną walkę z wiatrem, podjazdami, przebywanie z samym sobą i własnymi myślami. I ja to rozumiem. Jednak wsparcie grupy i znajomych, którzy przeżywają jazdę podobnie jak Ty, jest w górach nieocenione.

Nie dość, że można czuć się bezpieczniej, bo jedzie obok ktoś, kto ostrzeże cię przed nadjeżdżającymi autami, przeszkodami na drodze, dziurami i wesprze gdy złapiesz gumę, ale też dlatego, że zmotywuje w trudnej chwili, da zmianę i dotrzyma ci towarzystwa podczas długiej wyprawy. Czasami nie musicie ze sobą rozmawiać. Sama świadomość, że nie jesteś skazany sam na siebie sprawi, że jazda (nie tylko po górskich trasach) będzie o wiele przyjemniejsza.

Oczywiście, że będzie ciężko. Bez wątpienia będą podjazdy. Być może będziesz przeklinać rower i sprzedawać go na Allegro. Może nawet niektórzy postanowią definitywnie skończyć z kolarstwem i przesiąść się na treking. Ale jestem przekonana, że każdy przeżyje niezapomniane emocje i zabierze do domu cudowne wspomnienia.

Jedziemy?

 

2 komentarze Dodaj własny

  1. Dla mnie ten blog jest bardzo ciekawy.Jestem pewny że na tym blogu spędzę bardzo dużo swojego wolnego czasu.

  2. NAZWA pisze:

    Czytam i nie wierzę, dziś to już trzeba pić izotoniki, odżywki białkowe, jeździć w rękawiczkach i ubierać wysokie skarpety… inaczej nie pojeździsz rowerem (sic!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *