Znajdź powód do jazdy nocą

Ciemno, głucho i do domu daleko. A do tego zimno. Czyli kilka słów o jeździe rowerem nocą. A że mamy listopad, to – jak dla mnie – noc zaczyna się już o 17.00. Mimo wszystko jest przynajmniej pięć powodów, aby wyjść z domu i pojeździć z lampkami.

Pierwszy krok

Trzeba się tylko przełamać. I to w tym wszystkim może być najtrudniejsze. Dlaczego?

Po pierwsze, musisz chcieć. Bo jeśli zaprzesz się rękoma i nogami, i nic ani nikt nie przekona Cię do jazdy rowerem po ciemku, to nie ma sensu zmuszać się na siłę. Zostań wieczorem w domu i w najlepszym przypadku zrób trening na trenażerze.

Po drugie, musisz polubić ciemność. Trzeba się z nią zaprzyjaźnić, nie bać się i przyzwyczaić się do niej, bo przez jesienno-zimowy okres będzie nam częściej towarzyszyć niż jasność i słońce.

Po trzecie, musisz wyjść poza strefę komfortu. Tak – będzie ciemno. Tak – będzie zimno. Tak – będzie mokro. Tak – będzie niekomfortowo. A ciepła herbata pod kocem, serial czy książka będą kusiły, żeby zostać w domu i dać sobie spokój z jazdą po nocy.

Bo co może dać Ci taka jazda na rowerze?

Night ride – pięć powodów

1. Dreszczyk emocji.

Wśród niektórych kolarzy panuje przekonanie, że jazda rowerem po ciemku to trening dla naszych zmysłów: wzroku, słuchu oraz równowagi. I dużo w tym prawdy. Ktoś, kto choć raz pojechał na taki nocny trening wie, że musi mieć oczy dookoła głowy.

Jeśli masz bujną wyobraźnię i przywołasz sobie sceny z horrorów, to naprawdę możesz się bać. Do tego dochodzą głosy wydawane przez zwierzęta, ich błyski oczu w pobliskim lesie czy inne dźwięki dochodzące z domów czy z ulicy. Można się nieźle nakręcić! Ale czy właśnie nie chodzi o przyspieszone bicie serca?

2. Mniejszy ruch.

Z punktu widzenia kolarza to bardzo ważny powód. Wiadomo, że lepiej jeździ się po pustych ścieżkach czy ulicach. Ma to szczególne znaczenie właśnie podczas nocnej jazdy rowerem, kiedy mamy wąskie pole widzenia.

Wydaje się, że nocą kierowcy jeżdżą ostrożniej, widzą oświetlonych rowerzystów z daleka i dużo wcześniej zwalniają przed przejściem dla pieszych. Bądźmy jednak czujni!

3. Towarzystwo.

Sezon jesienno-zimowy wcale nie musi oznaczać przerwy w kontaktach z innymi pasjonatami kolarstwa i znajomymi. Można umówić się na wieczorną jazdę w kameralnym gronie (uwaga na Covid!) czy z jednym towarzyszem. Ba! Nawet trzeba! Szczególnie, gdy w planach mamy jazdę po ciemnym lesie.

Towarzystwo podczas nocnej jazdy nie tylko pozytywnie wpłynie na nasze samopoczucie i komfort jazdy, ale też przyda się, gdy coś się stanie. To może być tylko rozładowana lampka, awaria opony czy zgubiona podczas jazdy trasa, ale lepiej mieć kogoś przy sobie, kto pomoże i wesprze.

4. Forma treningu.

Ktoś może stwierdzić, że jazda po ciemku to nie jest forma treningu, tylko jazda dla samej jazdy. Ale można z tym się nie zgodzić. Bo wszystko zależy od podejścia i celów sportowych.

Wcale nie musimy jeździć przez dwie godziny w tlenie, aż zmarzniemy i wyczerpie się nam bateria w oświetleniu. Może to być intensywne 40-50 minut jazdy, połączone z interwałami na pustej ulicy czy na ścieżce rowerowej. Poza tym przez cały czas mamy kontakt z rowerem i świeżym powietrzem.

5. Próba charakteru.

To chyba najważniejszy powód, żeby (zacząć) jeździć rowerem po zmroku. Już samo wyjście wieczorem z domu o tej porze roku, a co dopiero jazda na rowerze, może dla niektórych okazać się sukcesem. To świadczy o samozaparciu, samodyscyplinie, dużej motywacji, zaangażowaniu i… odwadze.

Nie jest sztuką wsiąść na rower kiedy jest ciepło, jasno i świeci słońce. Ale już zebrać się wieczorem, po całym dniu pracy, ubrać się na cebulkę, naładować lampki i zrobić po ciemku trening na rowerze, to już wymaga siły i poświęcenia.

Kiedy jeździć?

Na pewno nie w momencie największego natężenia ruchu. Najlepiej omijać czas pomiędzy 16.00 a 17.00, kiedy mamy tzw. godziny szczytu. Ludzie wracają wtedy zmęczeni z pracy, spieszą się do domów, są rozkojarzeni i nieuważni na drodze. W szarówce, przy często padającej mżawce, łatwo mogą nas nie zauważyć.

Dlatego wybierajmy wczesny wieczór, godzinę 18.00-20.00, kiedy ulice prawie pustoszeją, a na ścieżkach czy chodnikach jest dużo mniej osób.

Dla niektórych optymalna godzina na jazdę to nawet 22.00 i później. Ale wiadomo, że o tej porze jest już dość zimno, a dodatkowo trzeba wrócić na tyle wcześnie, aby zdążyć się wyspać i wstać rano do codziennych obowiązków. Poza tym to bardziej czas na wyciszenie organizmu.

Świeć jak choinka!

O to właśnie chodzi! Mamy być widoczni jak bożonarodzeniowa choinka! Dobre oświetlenie z przodu i z tyłu, odblaskowe elementy i jaskrawe kolory odzieży są NIEZBĘDNE!

Z przodu najlepiej sprawdzi się lampka, która świeci z mocą min. 400 lumenów. Mocniejsze oświetlenie jest jak najbardziej wskazane i sprawdzi się głównie poza miastem i na leśnych ścieżkach.

Generalnie zabrania się używania podczas jazdy rowerem światła migającego, ale ja mam wrażenie, że taki rower jest bardziej widoczny. Czołówki teoretycznie też nie są wskazane. Jeśli już, to  nie można ich montować niżej niż 25 centymetrów i wyżej niż 1,5 metra od powierzchni jezdni.

Znajdź swój powód

Osobiście bardzo powoli, ale przełamuję swoje lęki i bariery związane z nocną jazdą rowerem. Nie traktuję tego jako formy treningu, ale jako okazję do złapania odrobiny endorfin w tym ponurym, jesiennym czasie i do pracy nad motywacją i własnym charakterem.

To doskonały odpoczynek od codziennych spraw i okazja do kameralnych spotkań.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *